Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 stycznia 2011

Dan Brown „Anioły i Demony”

Wydawnictwo: Sonia Draga
Autor: Dan Brown
Rok: 2005
Liczba stron: 530
Cena: 49,90

Dan Brown uznawany jest za najlepszego twórcę thrillerów. Jego powieść „Anioły i Demony” to wybitne dzieło.

Główny bohater Robert Langdon wykłada historię na Harvardzie. Oprócz tego jest znakomitym znawcą symboli.

Pewnego dnia dostaje wiadomość o pilnym wstawieniu się do centrum badań jądrowych koło Genewy o nazwie CERN. Jadąc tam nie spodziewa się, że będzie musiał rozwikłać sprawę tajemniczej śmierci, zamordowanego fizyka na którego ciele wypalony został zagadkowy wzór. Langdon stwierdza, że jest to symbol nie istniejącego od kilkuset lat bractwa iluminatów. Najmądrzejszej grupy walczącej z władzami kościoła.

Robert idąc za symbolami, odkrywa, że grupa ta przetrwała i ukrywając się przez ten cały czas postanawia się ujawnić poprzez zniszczenie kolebki kościoła. Iluminaci chcą wysadzić Watykan przy użyciu antymaterii, skradzionej z CERNU.

Langdon wraz z poznaną w laboratorium Vittorią Vetra, córką zamordowanego profesora, mają dobę, by odnaleźć antymaterię ukrytą przez bractwo gdzieś w Watykanie. Pomocą są dla nich symbole iluminatów, które przed wiekami zostały przez nich stworzone i rozmieszczone po całym Rzymie.

Czy wyścig z czasem się uda? Czy Robert i Vittoria rozwiążą zagadkę iluminatów i ocalą Watykan?

Dowiesz się tego czytając powieść. Jej niesamowite tempo, gonitwa bohaterów z czasem sprawia, że czyta się ją szybko. Książka w niektórych momentach męczy opisami ale jest to jej jedyny mankament. Warto przetrwać do końca , bo zakończenie jest naprawdę zaskakujące.

Autor tekstu
Ewelina Gąciarz

Carlos Ruiz Zafón „Gra Anioła”

Wydawnictwo: MUZA SA
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Rok: 2008
Liczba stron: 605
Cena: 39,90

Każdy pisarz pragnie, by jego dzieło było najlepsze, miało największy nakład, było najchętniej czytane, miało moc realizującą marzenia i odkrywało największe fantazje, niosąc czytelnikowi „mesjańskie przesłanie”.

Jednak nie każdy ma dar pisania. Takiego pisania, które zainteresowało by odbiorcę.

Martin główny bohater „Gry Anioła” miał taki dar, jednak nie od początku dopisywało mu szczęście. Był to młody pisarz, który na początku pisał powieść pod tytułem „Tajemnice Barcelony” ukazującą się w odcinkach w lokalnej gazecie.

Pewnego dnia Martin spotyka tajemniczego, nieprzyjemnego mężczyznę, który zafascynowany jego twórczością, proponuje mu napisanie książki jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę. Młody mężczyzna przystaje na tę propozycję, myśląc, że będzie to spełnienie jego pisarskiego marzenia. Ale czy na pewno.... Jak się później okazuje nie był on pierwszą osobą, której złożono tą propozycję.

„Gra Anioła” jest to trzymająca w napięciu powieść grozy z wątkiem kryminalnym. Od początku do końca nie jesteśmy w stanie określić do czego zmierza fabuła. Mamy takie wrażenie najprawdopodobniej dlatego, że Zafón często miesza wątki i zmienia opisywaną scenerię.

Do końca nie wiadomo, czy to co ma w niej miejsce i przydarza się Martinowi to dzieło nadprzyrodzonych mocy czy intryga, któregoś z bohaterów.

Warto przeczytać i wysunąć samemu te wnioski. Jeśli Jesteście gotowi na niesamowitą podróż ulicami mrocznej i tajemniczej Barcelony widzianej oczami bohatera, zapraszam...

Autorem tekstu jest
Ewelina Gąciarz

Jane Green „Zamiana miejsc”

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jane Green
Rok: 2007
Liczba stron: 420
Cena: 29,90


Większość kobiet ma poczucie, że nie do końca są spełnione, że stać je na więcej, potrafią osiągnąć większy sukces lub są za bardzo inteligentne by robić to co obecnie robią. Dobre samopoczucie kobiety zależy od tego czy spełnia się czy to zawodowo czy w życiu osobistym.
Jane Green w swojej powieści przedstawia nam wizerunki dwóch kobiet Vicky Townley i Amber Winslow.



Vicky z pozoru ma wszystko. Jest redaktorem naczelnym popularnego czasopisma „Poise”, mieszka w centrum Londynu, jest bogata a jej życie zawodowe usłane jest pasmem sukcesów. Jednak brakuje jej jednego, prawdziwej miłości. Kochającego męża i dzieci, które witały by ją po powrocie do domu.



Drugą bohaterką powieści jest Amber, jej życie to całkowite przeciwieństwo życia Vicky. Amber ma dom w Connecticut, wspaniałego, kochającego męża, cudowne, słodkie dzieci i psa rasy golden retriver. Udziela się charytatywnie w swojej miejscowości. Amber jednak nie odpowiada takie życie, jest nieszczęśliwa i sfrustrowana. Nie ma pełnej satysfakcji z bycia żoną i matką. Chce się usamodzielnić, poczuć na własnej skórze jak czuje się kobieta pracująca, osiągająca sukcesy zawodowe.



Vicky, któregoś dnia wpada na pomysł umieszczenia w swojej gazecie artykułu w którym proponuje zamianę miejsc z jakąś gospodynią domową na czas jednego miesiąca. Nie trudno się domyśleć, że artykuł ten wpada w ręce Amber, która natychmiast postanawia odpowiedzieć na zamieszczoną w gazecie propozycję... Co z tego wyjdzie? Zobaczcie sami.
„Zamiana miejsc” to wciągająca, napisana lekkim, przyjemnym językiem książka. Pełna jest śmiesznych sytuacji, momentami potrafi wzruszyć. Polecam ją przede wszystkim kobietom, które uważają, że słowa ...”lepiej jest tam gdzie nas nie ma”, są właśnie o nich.

 
Autor tekstu
Ewelina Gąciarz

środa, 19 stycznia 2011

RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą

Wydawnictwo: Znak
Autor: Wojciech Mann
Rok: 2010
Ilość stron: 220
Cena: 39.90 zł

Inteligent o absurdalnym poczuciu humor, skromnym obejściu i ciepłym głosie. Dla wielu postać kultowa, budząca same pozytywne skojarzenia. Od lat gości na ekranach naszych telewizorów, choć sam mówi, że ma radiową urodę. I to właśnie radio od zawsze było i jest jego domem. Wojciech Mann opowiada o tym jak śpiewał ze Steveim Wonderem, wiedział o powstaniu Deep Purple na parę miesięcy nim chłopcy weszli do sali prób i jak sprowadził Rolling Stones do Polski.
Czy muszę jeszcze kogoś przekonywać, że warto sięgnąć po książkę jednego z najlepszych dziennikarzy muzycznych w naszym kraju? Przeczytałam ją w Sylwestra. To były trzy godziny pełne śmiechu, i to takiego do łez, nostalgii i… zazdrości. Co rusz przecierałam oczy ze zdziwienia, bo pan Wojciech będąc moim rówieśnikiem, spotkał tylu sławnych ludzi, ikon muzyki i popkultury, że mógłby nimi rozdzielać na pewno i lewo. 
Ta książka, to nie biografia. To impresje fascynata muzyki, który spełnił swoje marzenia przez trud, upór i ciężką pracę. Przede wszystkim tę językową. Gdyby mały Wojtek nie zapragnął rozumieć wszystkich tekstów swoich amerykańskich i brytyjskich idoli, wówczas Polska nie tylko nie zyskałaby radiowca z prawdziwego zdarzenia, ale także nie przeżyłaby kilku niezapomnianych chwil. Jakich? Nie chcę zdradzać i psuć zabawy.
Dodam jeszcze, że pan redaktor przedstawia co kilka chwil subiektywne przeglądy np. najsmutniejszych piosenek, tych, których teksty brzmią tak absurdalnie, że aż się w głowie nie mieści, czy artystów, z którymi chciałby wystąpić na scenie (i wśród zacnego grona jest tez Monica Bellucci).
Autorem tekstu jest:
Milena Wrzesień

czwartek, 13 stycznia 2011

TAKSIM

Wydawnictwo: Czarne
Autor: Andrzej Stasiuk
Rok: 2009
Ilość stron: 328
Cena: 39 zł


Klucz do zrozumienia świata Andrzeja Stasiuka znajduję w ostatnim wywiadzie, jaki udzielił dla miesięcznika „Bluszcz” ( nr 28/2011). Pytany o swoją twórczość i niecodzienne zainteresowania ( przedmieścia, wysypiska Europy, śmieci) odpowiada : „[…] Nie ma nic innego, prócz śmieci. Spójrz na te szafki, które tak ładnie wiszą w kuchni. To są śmieci, przecież rozpadną się za kilka lat.[…] Żyjemy w takim świecie : świecie śmiecia. Ktoś nam wciąż wciska jakieś szafki. Nie mamy właściwie wyjścia, nie możemy z tego rezygnować”. Stasiuk to jedyny zafascynowany nie tym co stanowi „oś świata”, lecz tym co wykluczone poza nawias życia… Możemy zaryzykować stwierdzenie, że „Taksim” to powieść drogi, niespecjalnie popularna w naszej rodzimej literaturze (zdecydowanie bardziej wpisuje się w literaturę zachodnią, zwłaszcza amerykańską). Za materiał do powieści służą mu nieistniejące autostrady, zaśmiecone szosy i prowincjonalne „czarne dziury”. Waham się, czy określenie „powieść drogi” jest tu zasadna, bo jeśli chcemy być sprawiedliwi wobec tej historii, należałoby ją uznać za „powieść bezdroży”. Stasiuk zręcznie przenosi nas do łotrzykowsko- wagabundzkiej rzeczywistości objazdowych lumpeksów, cygańskich obozowisk i obskurnych przydrożnych knajp. Już od pierwszych stron jesteśmy wciągnięci w ten smutny i mentalnie bezdomny świat, który jednak urzeka swoim bogactwem w takim samym – o ile nie większym stopniu, w jakim odrzuca nas przerażającą beznadzieją, wpisaną w każdy jego fragment. „Taksimowska” rzeczywistość toczy się przysłowiowym kołem, które w tym wypadku okazuje się być błędnym kołem pozbawionej ambicji, tandetnej, prowincjonalnej egzystencji. Świat, który przyjdzie nam poznawać, jest dokładnie taki, jak drogi, które przemierzają bohaterowie – nieodłącznie wiąże się z nim smród samogonu, tanich papierosów i powoli rozkładającej się nadziei na jakikolwiek konkret, lepsze jutro. To wszystko jednak ma w sobie ten charakterystyczny, stasiukowy czar, niczym bajania starego komiwojażera, przy przeszmuglowanej przepalance. Potrafi nas zauroczyć tę pozornie beznadziejną rzeczywistością, odsłonić jej bardziej pogodne – i nierzadko śmieszne aspekty, zdemaskować absurdy w sposób jednocześnie wywołujący uśmiech i zmuszający do refleksji. Momentami potrafi sprawić, że tułaczka bohaterów po środkowoeuropejskich mieścinach wydaje się być, pomimo przygnębiającej panoramy, rewelacyjną przygodą. Bez oderwania od szarej rzeczywistości tworzy postacie i sceny pełne koloru, głębi. „Podkarpacka Arkadia” Stasiuka łączy w sobie niemal wisielczy humor, żebracką nostalgię i groteskową łotrzykowość. Stasiuk stara się zmieścić na trzystu stronach maksymalny ładunek tego dziwnego świata, by wycisnąć jak najwięcej z jego pełnej sprzeczności kolorytu. Przez skondensowanie całego smutnego i zarazem fascynującego bogactwa środkowoeuropejskiej prowincji – „Taksim” staje się powieścią bardzo wyrazistą i jednocześnie naznaczoną niejednoznacznościami. To bilet w jedną stronę na wędrówkę po życiowych bezdrożach. To niesamowita opowieść o poszukiwaniu pękniętej szprychy w błędnym kole ludzkich problemów, o pokonywaniu spróchniałej codzienności, o życiu w jego najbrzydszej i jednocześnie najprawdziwszej formie. Niewątpliwie nie jest to książka, obok której można przejść obojętnie.

Autorką tekstu jest :
Ewelina Cofała

W okowach Tajgi: Pamiętnik zesłańca

Wydawnictwo: Zakłady Graficzne w Katowicach
Autor: Eugeniusz Dembowski
Rok: 1992
Ilość stron: 145
Cena: 30 zł


„… Nie zapomnę dnia, w którym po odjeździe Ojca, przyjechała Stasia i przywiozła kawałek białego chleba. Usiadła na łóżku Zdzisława, a on smutnym i błagalnym wzrokiem patrzył na ten chleb i wyciągając do Stasi opuchnięte rączki prosił ledwie słyszalnym głosem: daj! daj!...” - to fragment książki Eugeniusz Dębowskiego „W okowach Tajgi: pamiętnik zesłańca”. Czytałam parę książek o wojnie, o zbrodniach z tamtych lat, ale ta książka jest inna, jest wyjątkowa.
Co takiego wyróżnia ją od „Innego świata” czy „Medalionów”? „W okowach Tajgi” to ujmująca historia pewnej zesłanej na Syberię rodziny z Podola, widziana z perspektywy jej najmłodszego członka – 7 letniego wówczas Gienka – autora tej książki. Odebranie wszystkiego, deportacja i kolejne miejsca, gdzie Polaków zmuszano do ciężkiej pracy, przez to wszystko musieli przebrnąć Stasia, Lonia, Zdzisław, Mundek i ich rodzice. O pożywienie oraz byle jakie warunki do życia walczyli wszyscy, nie tylko dorośli, dzieci również nie miały wyjścia i musiały pracować niejednokrotnie na równi z dorosłymi, czasem żebrać czy nawet kraść – wszystko aby można było przetrwać. Surowy klimat, ciężkie warunki życiowe, praca nad siły: to sprawiało, że częstym gościem w lichych chatkach była Śmierć, która także nie oszczędziła rodziny Dębowskich. Upływające lata dodawały jedynie trosk i zmartwień, coraz trudniej było marzyć o końcu wojny i o powrocie do Ojczyzny.
Opowieść ta tym bardziej złapała mnie za serce, iż w dużej mierze dotyczy właśnie dzieci. Narrator opowiada o zdarzeniach, w których problem z odnalezieniem się w danej sytuacji miałby niejeden dorosły, co dopiero dziecko, muszące szybko zapomnieć o swoim niedużym wieku i zrobić, co w jego mocy, aby jego najbliżsi mieli co jeść. Szczególnie wtedy ta odpowiedzialność spoczywała na jego barkach, kiedy starsi członkowie rodziny z powodu chorób nie byli w stanie pracować.
Wówczas żyli dla siebie, dla najbliższych. Szacunek i miłość, z jakimi wspomina autor swoją rodzinę, a w szczególności swoją matkę potrafią wzruszyć, aż do łez. Sądzę, że to właśnie miłość utrzymywała ich przy życiu i dawała powód, aby wstać następnego poranka.
Wspomnienia Mundka są bardzo dobrze zachowane. W tej nie najgrubszej książeczce narrator opisuje szczegółowo historie swojego dzieciństwa, dodając opisy swoich uczuć, jakie wówczas doświadczał, trosk, które go nękały oraz jak się to ma do jego dzisiejszego postrzegania świata.
Wzrusza, ujmuje, porusza każdą uczuciową strunę znajdującą się w naszej duszy. Książka nie jest popularna na tyle, by można kupić ją w każdej bibliotece, ale gorąco zachęcam tych, którzy będą mieli okazję zetknąć się z tym pamiętnikiem, aby go przeczytali i poznali historię tych najmłodszych zesłańców…

Autorem tekstu jest:
Kasia Pompka

wtorek, 4 stycznia 2011

Niegrzeczni bogowie

Wydawnictwo:  Świat Książki
Autor: Marie Phillips
Rok: 2009
Ilość stron: 304
Cena: 29 zł

  
Niezwykli Bogowie zamieszkujący Olimp, legendarni herosi, powabne nimfy- czytaliśmy o ich dziejach w przekładzie Parandowskiego czy Kubiaka. Poznajemy ich losy, a potem o nich zapominamy. No właśnie. Zapominamy… A co jeżeli oni istnieją naprawdę? Czy istnieje dla nich miejsce w dzisiejszym świecie, w którym ludzie już dawno zapomnieli o greckich bożkach, wierząc w inne tezy na temat powstania i funkcjonowania świata?
Marie Phillips zmierzyła się z tą hipotezą w książce „Niegrzeczni Bogowie”. Zapomnieni przez ludzkość przenoszą się do Londynu i tam starają się prowadzić „normalne” na swój sposób życie, a więc m. in. Artemida zajmuje się psami, Dionizos prowadzi club nocny, Afrodyta pracuje w sex – telefonie. Mimo że stracili wyznawców, wciąż zajmują się swoimi odwiecznymi obowiązkami, czyli opieka nad przyrodą, żywiołami czy sprawami dotyczącymi człowieka.
Wszystko komplikuje się, kiedy pod wpływem uroku Erosa, Apollo zakochuje się w śmiertelniczce. Alice odrzucając jego zaloty ginie od uderzenia pioruna (zasługa to oczywiście Zeusa, nakłonionego przez swojego nieszczęśliwie zakochanego syna). Co ma wspólnego śmierć kobiety i koniec świata? Ma i to sporo…
Książkę Phillips należy docenić za ciekawy pomysł i załączenie dużej dawki humoru, także tego niegrzecznego. W końcu od wieków Olimpijczycy kochali sex, więc również w dzisiejszych, zepsutych czasach nie odmawiają sobie tej przyjemności. W interesujący sposób autorka umieściła swoich bohaterów w świecie współczesnym. Nieśmiertelni borykający się z problemami śmiertelników są dla nas czymś zupełnie innym, zupełnie nieprzypominającym mity znane świetnie ze szkolnych lat. Kto by pomyślał, że np bóg Słońca może nie mieć drobnych na autobus i do domu musi wracać pieszo?
Szczerze mówiąc spodziewałam się po tej książce trochę więcej, miałam nadzieje, że Phillips posunie się dalej w kreowaniu losów bogów i bogiń, ale mimo to „Niegrzeczni Bogowie” są dobrą lekturą do poduszki, jako rozluźnienie po ciężkim dniu. Łatwa i przyjemna lektura dla czytelnika pragnącego ujrzeć bóstwa od troszkę innej strony.

Autorem tekstu jest:
Kasia Pompka

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Ruski ekstrem. Jak nauczyłem się kochać Moskwę.

Wydawnictwo: Carta Blanca
Autor: Boris Reitschuster
Rok: 2010
Ilość stron: 200
Cena: 27 zł


Kraj złotych kopuł monastyrów, wielkich rzek i otwartych ludzi. Kraj Dostojewskiego, Lermontowa, Majakowskiego i Eisensteina. Krwawej historii i melodyjnego języka. W podróż po Moskwie właśnie, zaprosi Was Boris Reitschuster, autor wyżej wymienionego „Ruskiego ekstremu”. 
Udowadnia w nim, że absurdy otaczającego nas świata nigdzie nie są tak widoczne jak w tym ogromnym mieście o złotych dachach i złotych kartach kredytowych. Przemieszanie wielkiego świata, biurowców, drapaczy chmur, firmowych sklepów jak z Fifth Avenue, salonów Bentleya z uliczną sprzedażą raków i kwasu chlebowego z beczkowozów. Tu „babuszki” zbierają pieniądze na pożywienie dla królików, które wynoszą codziennie w akwarium na główną ulicę, tzw. Arbat. W parku natomiast spotkasz prawdziwego niedźwiedzia, spacerującego z własnym opiekunem. W obliczu tych drastycznych kontrastów i załamań świata rzeczywistego nie ma innej rady, jak osłodzić sobie czas kropelką jarzębiaku lub eterycznym smakiem jakiejś mikstury, rodem z opowieści Wieniedikta Jeraflejewa .
„Ruski ekstrem ” nie jest książką o polityce, ale o stylu życia w Rosji. O tym, co może szokować w Rosji cudzoziemca. Bagaż historyczny tego miejsca jest niesamowity. Dodatkowo ma się wrażenie egzystowania na paru płaszczyznach czasoprzestrzeni równocześnie.
„Ruski ekstrem – takim mianem określają Rosjanie wszystkie przygody, przeszkody, potworności i absurdy, które oferuje im codzienność. Wywodzi się ono od angielskiego słowa extreme, a cyrylicą zapisywane jest jako extrim i tak też jest wymawiane”.
Boris Reitschuster przybliża nam rosyjską codzienność, opisując na przykład nowobogackich Rosjan zabezpieczających swoje luksusowe limuzyny przed kradzieżą, smarując je „magiczną” kurzą krwią. Autor przyznaje, że nie ma ani drogiego samochodu, ani ochoty upuszczać krwi domowemu ptactwu, postanowił więc lekko zmodyfikować metodę ochrony auta – swoja ładę nivę odstawia po prostu pod drzewo, na którym gnieżdżą się gołębie. Uboczne produkty procesu trawiennego ptaków doskonale spełniają swoją funkcję - samochód nie wygląda apetycznie i nie kusi właścicieli lepkich rączek.
To nie wszystko jeśli chodzi o „niepowtarzalne” doświadczenia autora. Reitschuster oburza się również na głośne rozmowy przez telefony komórkowe w trakcie spektakli teatralnych, dziwi się, kiedy znajomy prosi go by go zwymyślał, a potem opluł (!) bo to pomoże mu szczęśliwie zaliczyć ważny egzamin lub gdy taksówkarz zatrzymuje się w nocy na przedmieściach i zdecydowanie odmawia dalszej jazdy, gdyż czarny kot przebiegł mu drogę…
Jeśli lubicie takie „smaczki” zaprawione wschodnim klimatem, kochacie przygody i niebanalne przeżycia „na krawędzi”, to lektura „Ruskiego ekstremu” jest dla Was obowiązkowa…


Autorem tekstu jest :
Ewelina Cofała

czwartek, 23 grudnia 2010

Wieczna Jesień w Księdze jesiennych demonów

Wydawnictwo: Black Mark Productions
Rok: 1999
Gatunek: gothic metal, doom metal
Cena: 48,00zł

1. So Fell Autumn Rain
2. Hold on Tight
3. Forever Autumn
4. Pagan Wish
5. Otherwheres
6. The Homecoming
7. Come Night I Reign
8. Demon You / Lily Anne
9. To Blossom Blue

Forever Autumn to smutna ale i fascynująca podróż przez skąpane w jesiennym deszczu pola i łąki. Niemal czujemy jak deszcze bębni po naszych plecach, a krople wsiąkają w kapelusz.
Wszystkie znajdujące się na płycie kompozycje utrzymane zostały w formie takiej jakby zadumy, milczącej kontemplacji otaczającego świata, na który patrzymy zza szyby, po której spływają ciężkie krople deszczu. Na początku wydaje się, że każda następna piosenka to klon poprzedniej, ale to wrażenie zostaje szybko zatarte. Pomimo tego, że utwory są do siebie, do pewnego stopnia, podobne, udało się zachować sporą dynamikę. Mamy tutaj zarówno utwory balladowe jak i mocne, rockowe brzmienia dla których często jako tło służą instrumenty smyczkowe (głównie skrzypce). Gdzieś między gitarowe akordy wrzucone zostały flety i akordeon, nadający całemu instrumentalium dodatkowego smaczku i kolorytu, potęgowanego również dzięki wyraźnym przesterom i lekko drżącym smyczkom. Teksty są, ogólnie rzecz biorąc, pesymistyczne choć opowiadają o oczekiwaniu, o nadziei. Jeżeli ktoś ma w domu książkę Jarosława Grzędowicza zatytułowaną "Księga jesiennych demonów", to muzyka chłopaków z Lake of Tears będzie doskonałą ilustracją do zawartych w niej opowiadań. Pomiędzy poszczególnymi historiami z "Księgi" a utworami z "Jesieni" możemy znaleźć sporo podobieństw. "To Blossom Blue" to doskonałe muzyczne uzupełnienie "Czarnych motyli". Oba teksty opowiadają bowiem o miłości, która choć rozkwita, to kończy się samotnością – "To blossom blue is to blossom without you", jak śpiewa wokalista. Z kolei "Demon You / Lily Anne" to historia "Wiedźmy i wilka". W opowiadaniu rolę wilka Grzędowicz przypisał mężczyźnie, a w utworze wilkiem jest kobieta. Dzięki temu oba teksty doskonale się uzupełniają – przedstawiają ten sam problem ale z różnych perspektyw. Oba też kończą się oczekiwaniem i nadzieją na to, że to oczekiwanie kiedyś się skończy. Przez wszystkie opowiadania przewija się motyw niespełnionych oczekiwań i zawiedzenia. Grzędowicz ma olbrzymi talent – snuje ponure, fantastyczne historie w taki sposób że ta fantastyka wydaje się być przerażająco... Prawdziwa. Kunszt pisarza, jego umiejętność operowania piórem, uwydatnia się również w momentach, w których opisuje miejsca, jakie zwiedzają prowadzone przez niego postaci. Jeżeli czytamy o brudnym, tonącym w deszczu mieście, czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. Całość uzupełniają postacie, jakie będą przemykać między akapitami. Wobec żadnej z nich nie pozostaniemy obojętni i każda będzie w stanie nas czymś zaskoczyć, zaciekawić.
W ten muzyczno – liryczny świat plecam zagłębiać się późną jesienią, kiedy za oknem pada deszcz, a drzewa przesłania lekki welon mgły załamujący perspektywę. Ten prawdziwy, znany nam świat wleje się w ten wykreowany, lekko odrealniony nadając mu jeszcze większej głębi.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Jarosław Grzędowicz
Rok: 2003
Ilość stron: 416
Cena: 30,99zł











Autorem tekstu jest:
Kamil Bańbor

czwartek, 16 grudnia 2010

Pomniejsze Bóstwa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Autor: Terry Pratchett
Rok: 1992
Liczba stron: 294

Co byście zrobili, gdyby pewnego dnia spadł Wam na głowę żółw? Na dodatek powiedział, że jest bogiem w którego wierzycie i wyobrażacie sobie jako ogromnego lwa? Nowicjusz Brutha, którego to spotkało nie miał innego wyjścia, jak pomóc swojemu bogowi - choćby dlatego, że okazał się jego jedynym prawdziwym wyznawcom. Jedynym na całą wielotysięczną Omnię. Jedynym, który Wierzy. W obliczu brutalnej Kwizycji z obłąkanym Vorbissem na jej czele, każdy przyzna się do pogaństwa i ostatecznie przyjmie wiarę boga Oma. Każdy będzie składał daniny i celebrował wszystkie możliwe święta. Ze strachu.

Terry Pratchett jest mistrzem satyry i współczesnej fantastyki, w każdej książce poprzez inteligetne metafory i odwołania do rzeczywstości zmusza czytelnika do myślenia. W "Pomniejszych Bóstwach" stawia przed odbiorcą wiele trudnych pytań, i stawia przed dylematem - jak zdefiniować wiarę? Długa podróż jaką przebędzie Brutha z Omem, aby z powrotem stał się takim bogiem, jakiego chcą wyznawcy nieraz będzie zabawna, nieraz przykra - ale będziemy ją śledzić z wypiekami na twarzy. Postacie jakie spotka na drodze, jak podejrzani filozofowie z Efebu czu pustelnik Ungulant - wyznawca wszystkich Pomniejszych Bóstw - czyli takich, których wyznawcy skupili się na instytucji, a nie bogu, na długo zapadną w pamięci. Utrata wiary, skutkuje utratą boskiej mocy, niemożnością czynienia cudów ani pomagania ludziom. Wszystko doprowadza niemal do wojny, w imię... boga? Ambicji?

Pratchett nigdy nie napisał  banalnej opowieści, dlatego też i przed tą lekturą, należy odrobić prace domową - przygotować się do spowiedzi przed samym sobą.

Autor:
Łukasz Chojnacki

czwartek, 2 grudnia 2010

Stephen King "Ręka Mistrza"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Autor: Stephen King
Rok: 2008
Liczba stron: 640
Cena: 39zł


Stephen King i jego nowy horror „Duma Key”, która w Polsce ukazała się pod tytułem „Ręka Mistrza”. Główny bohater to inżynier Edgar Freemantle właściciel firmy budowlanej Freemantle Company, który ulega wypadkowi.
Po wypadku jego życie zmienia się, nie dosyć że stracił rękę zaczyna traci zmysły i kontrolę nad sobą. Jego przyjaciel a zarazem psycholog sugeruje mu odpoczynek. I tak Edgar trafia na wyspę Duma Key na Florydzie należącą do sędziwej już Elizabeth Eastlake. Poznaje tam opiekuna starszej pani z którym się zaprzyjaźnia. Okazuje się, że oboje są szczególnie związani z wyspą. Edgar odkrywa niesamowity talent do malowania, który ujawnia się w momencie gdy jego nieistniejąca ręka zaczyna go boleć. Niestety nie wie, że ten dar przysporzy mu wiele kłopotów i cierpienia.
Książka „Ręka Mistrza” opowiada o przyjaźni, miłości, sztuce, inspiracji. W niesamowity sposób wpływa na wyobraźnię. Warto się poddać jej urokowi.


Autorem tekstu jest:
Ewelina Gąciarz

piątek, 26 listopada 2010

Odette i inne historie miłosne

Wydawnictwo: Znak
Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Rok: 2009
Ilość stron:168
Cena: 25,90


O takich historiach mówi się zwykle, że są słodko-gorzkie. E.E.Schmitt doprawia swoje opowiadania charakterystyczną szczyptą teatralności( w dialogach) oraz ironii(w opisie).Powstaje kompozycja,która poruszy nawet najbardziej zblazowanego czytelnika.
Osiem portretów kobiet: tych szczęśliwych i tych, którym sporo brakuje do szczęścia. Biednych i bogatych. Kochanek i samotnic. Żona, która dowiaduje się (banalnie, bo u fryzjera), że jej mąż założył rodzinę z inną kobietą. Fałszywa księżniczka, która umiera na białaczkę.Porzucona przyjaciółka, obdarowana fałszywym obrazem Picassa. Odette- zwykła kobieta…
Za ich plecami ukrywa się postać popularnego pisarza, który musi zdecydować: pisać dla zwyczajnych ludzi i dać się zjeść literackiej krytyce, czy zamilknąć ? Czy to zakamuflowana w prozie osobista wątliwość Schmitta? Do nas należy odpowiedź…

Autorem tekstu jest:
Ewelina Cofała 

wtorek, 23 listopada 2010

Lęk i odraza w Las Vegas

Autor:  Hunter S. Thompson
Premiera: 1971 (USA) oraz 2008 (Polska)
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Ilość stron: 272 

Zanim sięgniesz po tę książkę. Zanim ją otworzysz. Usiądź wygodnie w fotelu, niech z wieży płyną dźwięki „Mr. Toumbourine Man” Dylana oraz „Somebody to love” Jefferson Airplane, a naprzeciw Ciebie będzie okno. Nie dla światła, ale żebyś już po kilku pierwszych stronach wyjrzał przez nie i zobaczył gdzie jesteśmy – na skraju najgorszego koszmaru hipisów. I właśnie teraz, jak o tym pomyślałeś, powrócisz do książki z niezwykłym zbiorem uczuć i emocji. A z każdą następną stroną będziesz je potęgował i coraz lepiej rozumiał zapomniany świat marzeń o wolności. Hunter Thompson, najbardziej nieokiełznany dziennikarz wszechczasów napisał Dzieło, które po upadku naszej cywilizacji mogłoby spokojnie posłużyć za podwaliny nowego systemu, z pewnością lepszego niż ten upadły.

Utworu nie można opisywać jak zwykłej książki, nie można też podejść jak do dzieł kanonu literatury – z jednego względu, jakim jest jej styl. To połączenie opowieści fabularnej z narracją głównego bohatera, trafnie opisującego ówczesne lata oraz w sprytny sposób naginającego rzeczywistość dla potrzeb wyraźniejszego przekazu. Jak to wychodzi? Doskonale, to jest kwintesencja stylu gonzo, a także ludzkiej natury. Naszych głęboko skrywanych fantazji o… właśnie, o czym? Główni bohaterowie tej niezwykłej przygody, doktor dziennikarstwa Raoul Duke (pseudonim Huntera) oraz doktor Gonzo, jego adwokat, realizują swój amerykański sen w sposób bezprecedensowy – łamią niemal wszystkie zasady etyki i moralności popadając to w katatoniczny strach to w euforię, wszystko pod wpływem psychodelików, najmocniejszych jakie tego czasu były dostępne – LSD, meskalina, andrenochrom, dodatkowo uzupełniając ich działanie kokainą, marihuaną oraz amylem i eterem. Ten zestaw używek jest pretekstem do ukazania szaleństwa jakie ogarnęło Stany Zjednoczone w tamtym okresie – jak sam Hunter napisał „obłęd królował wszędzie i o każdej porze, wszędzie mogłeś krzesać iskrę, mieliśmy kosmiczne poczucie sensu naszych działań.”. Z jednej strony duma narodowa nie pozwalała pogodzić się z porażką jaką była Wojna Wietnamska, z drugiej niezwykle restrykcyjne prawo pakowało do więzienia tysiące nastolatków za posiadanie choćby skręta, a jeszcze z innej opinia publiczna coraz mniej przychylna Nixonowi niemal przestała się przejmować polityką. Czytając książkę ciężko nie popaść w nostalgię oraz zadumę. Będziemy co chwila to współczuli bohaterom, to życzyli im wpadki, i znowu darzyli entuzjazmem – dopiero w połowie całej opowieści można się jakoś ustosunkować do ich działań, kiedy wszystkie wątki rozwiną skrzydła.

Nie potrafię tego dzieła ocenić poprzez wystawienie oceny, nawet przy dużej skali. Nie wiem nawet też, czy da się ją ocenić. Dlaczego? Bo to wieloznaczna opowieść o indywidualnym odbiorze, refleksja po jej skończeniu to zajęcie na przynajmniej kilka dni. Mogę ją tylko polecić, każdemu. Raz, że to jest ewenement literatury, dwa, że jeszcze nigdy tak bardzo nie utożsamiłem się z bohaterem… i trzy… bo to jest głos rozpaczy osoby obserwującej upadek wartości jakim oddała życie.


Autorem tekstu jest:
Łukasz Chojnacki 

Początek wielkiej tajemnicy...

Wydawnictwo: Media Rodzina
Autor: Joanne K. Rowling
Rok: 1997
Ilość stron: 326
Cena: 25 zł


Ciemna noc, pusta uliczka i zawiniątko na schodach jednego z domów przy ulicy Privet Drive, podrzucone przez dziwnie ubranego człowieka z długą, białą brodą…
Tak zaczyna się opowieść o chłopcu, mieszkającym u wujostwa (jedynych żyjących krewnych), którzy niestety nie traktują go należycie jako siostrzeńca, ani nawet kogoś bliskiego. Odtrącenie przez opiekunów, poniżanie przez kuzyna, brak przyjaciół i wpadanie w ciągłe kłopoty, z powodu uczestnictwa w dziwnych wydarzeniach, których sam nie potrafi wyjaśnić, to jedynie przykłady problemów, z którymi zmaga się ten dzieciak. Wszystko się zmienia w dniu jego jedenastych urodzin, kiedy to dowiaduje się, że nie jest dziwnym odmieńcem, jak do tej pory myślał, lecz czarodziejem, kwalifikującym się do rozpoczęcia nauki w szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dowiaduje się również o tym, że nie jest „zwyczajnym” małym magiem i że ma z tym związek jego blizna na czole, w kształcie błyskawicy.
Pewnie większość z was już się zorientowała, że mowa to, o książce: Harry Potter i kamień filozoficzny, pierwszej części sagi o przygodach młodego czarodzieja, autorstwa J.K. Rowling. Opowieść o chłopcu w okularach i tajemniczą blizną na czole, jest znana na całym świecie i uwielbiana nie tylko wśród dzieci, młodzieży, ale i wśród ludzi dorosłych. W końcu, kto nie marzy, o tym, aby chociaż przez kilka chwil oderwać się od szarej i tak zwyczajnej codzienności i nie znaleźć się w miejscu niezwykłym i tak nieprzewidywalnym jak świat magii. Z dalszymi rozdziałami i stronicami wraz z młodym czarodziejem, obserwujemy świat magii, poznajemy zarówno pierwszych przyjaciół, jak i pierwszych wrogów, uczestniczymy w zajęciach szkolnych, podziwiamy pierwsze sukcesy sportowe, a także stawiamy czoło niebezpiecznym, magicznym stworzeniom. Aż w końcu jesteśmy światkami rozszyfrowania zagadki tytułowego kamienia i jak główny bohater mierzy się ze złem. Jednak nie jest to ostateczne starcie, tylko jedno z pierwszych, dopiero otwierające furtkę do wielkiej tajemnicy…
Autorka wprowadza czytelnika w niezwykły świat czarów i niecodziennych możliwości. W dodatku wszystko napisane jest z perspektywy jedenastoletniego dziecka, przedstawia jego problemy i zmartwienia.
Pierwsza część napisana jest łatwym, przystępnym językiem i żadnego wysiłku wkładać nie trzeba, aby prawidłowo odczytać fabułę. Wiadomo, w końcu książka skierowana jest głównie dla dzieci, jednak dla czytelnika starszego może być to już troszkę „odstraszające”. Bez obaw. Nie jest to język narratora książek: „Opowieści z Narnii” (skierowanych ewidentnie do dzieci), z których przeczytałam jedną z części, na moje nieszczęście…
To wszystko i dużo więcej, czeka czytelnika podczas lektury, niepozwalającej oderwać od siebie wzroku, aż do ostatniej linijki, zarówno młodszego, jak i starszego czytającego. Czyta się ją w zapartym tchem i z każdą stroną wzmaga w nas ciekawość jak się skończy ta historia. Sama sięgnęłam po tą książkę w wieku 11 lat i do dzisiaj chętnie wracam do początku opowieści o Chłopcu, który przeżył…

Autorem tekstu jest:
Kasia Pompka