Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 grudnia 2010

Wieczna Jesień w Księdze jesiennych demonów

Wydawnictwo: Black Mark Productions
Rok: 1999
Gatunek: gothic metal, doom metal
Cena: 48,00zł

1. So Fell Autumn Rain
2. Hold on Tight
3. Forever Autumn
4. Pagan Wish
5. Otherwheres
6. The Homecoming
7. Come Night I Reign
8. Demon You / Lily Anne
9. To Blossom Blue

Forever Autumn to smutna ale i fascynująca podróż przez skąpane w jesiennym deszczu pola i łąki. Niemal czujemy jak deszcze bębni po naszych plecach, a krople wsiąkają w kapelusz.
Wszystkie znajdujące się na płycie kompozycje utrzymane zostały w formie takiej jakby zadumy, milczącej kontemplacji otaczającego świata, na który patrzymy zza szyby, po której spływają ciężkie krople deszczu. Na początku wydaje się, że każda następna piosenka to klon poprzedniej, ale to wrażenie zostaje szybko zatarte. Pomimo tego, że utwory są do siebie, do pewnego stopnia, podobne, udało się zachować sporą dynamikę. Mamy tutaj zarówno utwory balladowe jak i mocne, rockowe brzmienia dla których często jako tło służą instrumenty smyczkowe (głównie skrzypce). Gdzieś między gitarowe akordy wrzucone zostały flety i akordeon, nadający całemu instrumentalium dodatkowego smaczku i kolorytu, potęgowanego również dzięki wyraźnym przesterom i lekko drżącym smyczkom. Teksty są, ogólnie rzecz biorąc, pesymistyczne choć opowiadają o oczekiwaniu, o nadziei. Jeżeli ktoś ma w domu książkę Jarosława Grzędowicza zatytułowaną "Księga jesiennych demonów", to muzyka chłopaków z Lake of Tears będzie doskonałą ilustracją do zawartych w niej opowiadań. Pomiędzy poszczególnymi historiami z "Księgi" a utworami z "Jesieni" możemy znaleźć sporo podobieństw. "To Blossom Blue" to doskonałe muzyczne uzupełnienie "Czarnych motyli". Oba teksty opowiadają bowiem o miłości, która choć rozkwita, to kończy się samotnością – "To blossom blue is to blossom without you", jak śpiewa wokalista. Z kolei "Demon You / Lily Anne" to historia "Wiedźmy i wilka". W opowiadaniu rolę wilka Grzędowicz przypisał mężczyźnie, a w utworze wilkiem jest kobieta. Dzięki temu oba teksty doskonale się uzupełniają – przedstawiają ten sam problem ale z różnych perspektyw. Oba też kończą się oczekiwaniem i nadzieją na to, że to oczekiwanie kiedyś się skończy. Przez wszystkie opowiadania przewija się motyw niespełnionych oczekiwań i zawiedzenia. Grzędowicz ma olbrzymi talent – snuje ponure, fantastyczne historie w taki sposób że ta fantastyka wydaje się być przerażająco... Prawdziwa. Kunszt pisarza, jego umiejętność operowania piórem, uwydatnia się również w momentach, w których opisuje miejsca, jakie zwiedzają prowadzone przez niego postaci. Jeżeli czytamy o brudnym, tonącym w deszczu mieście, czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. Całość uzupełniają postacie, jakie będą przemykać między akapitami. Wobec żadnej z nich nie pozostaniemy obojętni i każda będzie w stanie nas czymś zaskoczyć, zaciekawić.
W ten muzyczno – liryczny świat plecam zagłębiać się późną jesienią, kiedy za oknem pada deszcz, a drzewa przesłania lekki welon mgły załamujący perspektywę. Ten prawdziwy, znany nam świat wleje się w ten wykreowany, lekko odrealniony nadając mu jeszcze większej głębi.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Jarosław Grzędowicz
Rok: 2003
Ilość stron: 416
Cena: 30,99zł











Autorem tekstu jest:
Kamil Bańbor

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Mumford and Sons "Sigh No More"

Wydawnictwo: Island, Glassnote
Rok:2009
Gatunek: Indie Folk
Cena: 61,99 (empik.com)
1. Sigh No More
 2. The Cave
 3. Winter Winds
 4. Roll Away Your Stone
 5. White Blank Page
 6. I Gave You All
 7. Little Lion Man
8. Timshel  
9. Thistle & Weeds  
10. Awake My Soul
11. Dust Bowl Dance
12. After the Storm  

Jestem prawdziwym brytofilem (czy w ogóle istnieje takie słowo?) i wszystko, co przychodzi do nas z Anglii jest przeze mnie traktowane z namaszczeniem. Lubię ten wyspiarski luz, innowacyjność, która mimo wszystko nie wyrzeka się korzeni i ciągłe zaskakiwanie odbiorcy. Tymi słowy nie tylko scharakteryzowałam muzykę Brytyjczyków, scharakteryzowałam debiutancki krążek Mumford and Sons „Sigh no more”.
Mumfordzi grają niezwykle folkowo i od pierwszego dźwięku nie sposób pomylić się skąd pochodzą. Uważam, że jest to ich największa siłą i zaletą. Stworzyć takie kompozycje, które jednocześnie wydają się świeże i mocno zakorzenione w kulturze, to sztuka. Bardzo często w takich momentach powstają interpretacje zbyt dosłowne (patetyczne) bądź folklorystyczne, a nie folkowe. Siła tej płyty tkwi także w prostocie piosenek. Są melodyjne i raz usłyszane w radio, na pewno będą towarzyszyć przez kolejnych kilka dni. I choć utwory są proste, to nie pozbawione smaczków instrumentalnych. Każda piosenka to feeria uroczych dźwięków, nie tylko gitar czy perkusji, ale akordeonu, banjo, mandoliny czy specjalnej edycji gitary Gibsona- dobro. Moim absolutnym faworytem jest drugi singiel (trzecia pozycja na płycie) „Winter Winds”. Melancholijna, ale z nutką optymizmu, i choć o miłości to bez zbędnego  zadęcia. Krytycy BBC nazwali ją „cudownym zamiennikiem pieśni Bożonarodzeniowych”. Ci sami dziennikarze uznali, że młodzi debiutanci zasługują na miano „najlepszych brzmień 2009”. Nie ma na płycie momentu, który  chciałabym przewinąć, przełączyć. Są tylko utwory, do których wracam po raz kolejny, np. „White Blank Page”- smutny, niepokojący ostatni singiel zespołu czy piosenka zapowiadająca album „Little Lion Man”, kawałek bardzo osobisty, z przejmującym tekstem. I choć album nie jest nowością, to naprawdę gorąco polecam tym, którzy nie mieli szans po niego sięgnąć. W tym roku, podczas wycieczki do Londynu, wraz ze znajomymi chcieliśmy pójść na koncert Mumfordów, ale bilety były sprzedane od dawien dawna…
Autorem tekstu jest:
Milena Wrzesień

niedziela, 12 grudnia 2010

Florence&the Machine "Lungs"


Wydawnictwo: Universal Music Group
Rok: 2009
Gatunek: Alternatywa, Indie Pop
Cena: 33.49zł (Merlin.pl)
1.     Dog Days Are Over
2.     Rabbit Heart (Raise It Up)
3.     I'm Not Calling You a Liar
4.     Howl
5.     Kiss with a Fist
6.     Girl with One Eye
7.     Drumming Song
8.     Between Two Lungs
9.     Cosmic Love
10.   My Boy Builds Coffins
11.   Hurricane Drunk
12.   Blinding
13.          You've Got the Love

Kiedy myślisz, że nic nie może Cię już zaskoczyć, a każda kolejna piosenka brzmi podobnie i naprawdę przestajesz wierzyć w artystów, wówczas na rynku pojawia się ktoś taki jak Florence&The Machine. Utalentowany, piekielnie inny, energetyczny i wyjątkowy.
Krążek „Lungs”, debiutancka i jak dotąd jedyna płyta, tej brytyjskiej kapeli, na której czele stoi cudowna Florence Welch, stał się bestsellerem na Wyspach, podbił Stany, zawładnął światem! Bajkowy, nieco barokowy klimat, mocny wokal i świetnie napisane utwory na długo zapadają w pamięć. Od samego początku longplaya jesteśmy wpuszczeni na głęboką- hitową wodę. „Dog Days are Over”, „Rabbit Heart” czy świetnie sprzedający się pierwszy singiel „You’ve Got the Love” stały się wielkimi przebojami wszelkich muzycznych festiwali minionych dwóch lat. Co mnie cieszy najbardziej- Florence zagarnęła kilka naprawdę poważnych nagród w branży i „zaistniała” na galach MTV, gdzie występowała na żywo. I uwierzcie- nie było drugiego takiego występu! Ta dziewczyna po prostu potrafi śpiewać. Oprócz niej na scenie były Rihanna, Miley Cyrus czy Katty Perry. Dziewczęta powinny grzecznie posprzątać swoje zabawki i oddać koronę Florence. To płonne moje marzenie, ale może… Na samej płycie nie umiem znaleźć słabszych momentów. Za to mogę polecić ją na prezent dla każdej dziewczyny kochającej intrygujące dźwięki, modę (bo śmiem twierdzić, że to Florence na salony wprowadziła coś, co styliście zgrabnie nazwali baroque&roll) i dobrą zabawę. I całym sercem wierzę w to, że na Openerze 2011 nie zabraknie tego niesamowitego głosu.
Autorem tekstu jest:
Milena Wrzesień




piątek, 10 grudnia 2010

Limbonic Art "In Abhorrence Dementia"

Wydawnictwo: PLASTIC HEAD/NAP
Rok: 1997
Gatunek: Symfoniczny Black Metal
Cena: 46.00zł (MYSTIC)

1. In abhorrence dementia
2. A demonoid virtue
3. A venomous kiss of profane grace
4. When mind and flesh departs
5. Under burdens of life's holocaust
6. Oceania
7. Behind the mask obscure
8. Misanthropic sprectrum

In Abhorrence Dementia” to płyta, która do nieco skostniałego Blacku dodaje „coś od siebie” i jednocześnie nie wybija się zbytnio ponad ramy gatunku.
Całość rozpoczyna się kapitalnym, niesamowicie klimatycznym intrem by nagle, bez ostrzeżenia zaatakować nas kakofonią gitar, ostrym jak brzytwa growlem Vidara Jensena i bardzo rozbudowanym symfonicznym tłem. Już po pierwszym przesłuchaniu zdajemy sobie sprawę, że „tło” to nie jest zwykły dodatek do utworów – to pełnoprawny zestaw dźwięków który wysuwa się na pierwszy plan, a gitary i perkusja zostają w tyle. Niech za przykład posłuży utwór Behind the Mask Obscure i poprzedzająca go Oceania – doskonała mieszanka dźwięków przywodząca na myśl ponury, zimowy las. Bez partii klawiszowych i zapierających dech uwertur, materiał byłby niestrawny – jak surowy kurczak, nieumiejętnie obrany z piór i najprawdopodobniej nie do końca martwy.
W kwestii technicznej nie ma rewelacji – szybkie choć nieco słabe riffy, opętańcza perkusja (ciekawostka: muzycy używali automatu perkusyjnego) to to, do czego zostaliśmy już przyzwyczajeni w takiej muzyce. Tak naprawdę perełką jest wspomniana symfonia i partie wokalne. Growl miesza się z chórkami i szeptami, całość zaś przyspiesza i zwalnia nabierając dynamiki i urozmaicając materiał.
Trzeba przyznać że panowie Deamon i Morpheus zasłużyli sobie na to, by stawiać ich na równo z takimi blackmetalowymi legendami jak Mayhem, Burzum, Dark Throne czy Emperor.


Autorem tekstu jest:
Kamil Bańbor

wtorek, 30 listopada 2010

GOTAN PROJECT LIVE

Wydawnictwo: Discograph
Rok: 2008
Gatunek: World Music, Nu Jazz, Chillout
Cena: ok 45 zł

CD1:1. Live Intro
2. Queremos Paz
3. Vuelvo Al Sur
4. El Capitalismo Foráneo
5. Lal Del Ruso
6. Santa María (Del Buen Ayre)
7. Nocturna
8. Tríptico
9. Chunga's Revenge
10. Last Tango In Paris
11. Sola
12. Santa María (Del Buen Ayre) [Versíon Orquestal]
CD2: 1. Diferente
2. La Vigüela
3. Amor Portno
4. Epoca
5. Notas
6. Lunático
7. Che Bandonéon (Interlude)
8. Una Música Brutal
9. Santa María (Den Buen Ayre)
10. Arrabal
11. El Norte
12. Criminal
13. Tríptico
14. Diferente (Versíon Orquestal)

Od czego mogłaby pochodzić nazwa projektu, który gra tango, śpiewa tango i żyje tangiem ! Oczywiście od tanga ! Nazwa jest wynikiem pewnej zabawy słowem, na bazie verlan- francuskiego slangu, który używany jest do podkreślania albo ukrywania znaczenia słów. Zasady tej gry są banalnie proste i polegają na przestawieniu sylab.
Sama nazwa verlan powstała ze zmiany sylab we francuskim l’invers (tłum. na odwrót).Idąc tym tropem możemy stwierdzić, że słowo Gotan zrodziło się w wyniku przestawieniu sylab w wyrażeniu „tango”. Drugą część nazwy : Project, muzycy wymyślili sami. W podobny, do powyżej opisanego sposób Gotan Project bawi się również muzyką. Z rewelacyjnym skutkiem ! Philippe Cohen Solal, Christoph H.Mueller i Eduardo Makaroff starają się podkreślać w tangu jego emocjonalność, żar, erotyzm i nastrojowość kompozycji. Przenoszą akcent z rytmu na lekki, współczesny bas i elektroniczną perkusję. W jednym z wywiadów Makaroff powiedział: „ To co robimy w Gotan to poszukiwanie głównych fraz rytmicznych, wybieramy harmonię tanga, aby je niszczyć. Z dużą dozą szacunku staramy się niszczyć i zarazem budować coś bardziej przenikliwego”. Na początku paryscy muzycy: Francuz Philippe Cohen Solal i Argentyńczyk Eduardo Makaroff pracowali razem w zespołach The Boys From Brazil oraz Stereo Action Unlimited.
Właściwa historia grupy Gotan Project zaczyna się w 1999 roku, kiedy to ta dwójka postanowiła stworzyć zupełnie nową jakość na rynku muzycznym ! Ta jakość miała powstać z połączenia muzyki elektronicznej i tanga ! Wkrótce do formującego się zespołu dołączył Szwajcar Christoph H.Muller, który ułatwił fuzję obu gatunków. Decyzja była następująca: unowocześnić i lekko okiełznać argentyńskie rytmy poprzez dodanie elementów muzyki elektronicznej. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Powstała intrygująca i oryginalna muzyka, nieskazitelne połączenie tanga i muzyki współczesnej . Muzyka, przyprawiająca o dreszcze ! Efekt pozytywnie zaskoczył zarówno publikę, jak i krytyków. Brzmienie zespołu to przede wszystkim zasługa trójki liderów. Każdy z nich jest reprezentantem innego kraju. Trzy odmienne temperamenty, trzy osobowości i wspólna miłość- tango ! Dodajmy, że tango argentyńskie, które płynie w żyłach wychowanego w Buenos Aires Makaroffa zupełnie różni się od swej europejskiej odmiany, której stolicą jest Paryż. Tango argentyńskie, w przeciwieństwie do europejskiego (które znamy głównie z sal balowych i którego podstawą jest bardzo silnie akcentowany, twardy rytm, wyrażający się w energicznych ruchach tancerzy) jest bardzo kameralne, tajemnicze, zalotne i uwodzicielskie. Jego piękno nie leży w warstwie zewnętrznej, ale w atmosferze, którą ono samo wywołuje. Najważniejsze jest tu napięcie i uczucie rosnące między tancerzami ! To tango ulic, barów i kawiarni. I właśnie taki klimat odnajdziemy w muzyce Gotan Project. Uczuciowa muzyka podbita dźwiękiem basu i pulsująca elektroniczną perkusją. Efekt przyprawia o dreszcze…
Zanurzcie się wygodnie w swoich fotelach. Włączcie „play”. Czujecie jak w powietrzu zaczyna unosić się wyjątkowy czar, a atmosfera nasiąka subtelną erotyką i wysublimowaną elegancją ? Ten projekt , ludzi kochających tango, dokonał rzeczy, która pozornie wydawała się niemożliwa. Połączył różne kultury. Połączył tangiem. …

Autorem tekstu jest:
Ewelina Cofała

środa, 24 listopada 2010

New Amerykah Part Two: Return Of The Ankh

Wydawnictwo: Uniwersal Music Group
Rok: 2010
Gatunek: RnB&soul
Cena: ok.36 zł

1. 20 Feet Tall
2. Window Seat
3. Agitation
4. Get Money
5. Don't Be Long
6.
Love
7.
Umm Umm
8.
Fall In Love
9.
Incense (Instrumental)
10.
Out My Mind Just In Time (Part 1) (Undercover Over-Lover)
11.
Out My Mind Just In Time (Part 2)

New Amerykah Part Two: Return Of The Ankh to druga część kompliacji Eryki Badu. Pierwsza część nagrana była przy pomocy dużej dawki elektroniki (New Amerykah Part I: World War),w powyższej dominują „żywe” instrumenty. Te dwie części tworzą swego rodzaju całość, dopełniają się nie tylko w warstwie muzycznej, ale także tekstowej. Album World War poruszał tematy społeczne, w Return Of The Ankh Badu porusza tematy osobiste, intymne. Wystarczy spojrzeć na tytuły- piosenki mówią o miłości, o uczuciach. We wstępie Badu snuje opowieść o zwykłej dziewczynie, która jednak jest niezwykła. O tej dziewczynie właśnie opowiadają jej piosenki.
Album nagrywany był przy użyciu mnóstwa analogowych instrumentów -harf, smyczków, perkusji, fortepianu, a nawet thereminu (jego brzmienie przypomina gwizd, piłę lub skrzypce), co wpłynęło na jego bardzo specyficzne brzmienie.”Jest w nim ukryte drugie dno, a brzmienie tych kawałków wydaje mi się fajne. To uczucie podobne do przytulania”- powiedziała o nim Badu.
Rzeczywiście jest w tej muzyce coś marzycielskiego, coś tajemniczego, pełnego niedomówień. Charakterystyczny funkowy dźwięk basu zatacza spirale przed niemal każdą z piosenek, potęgując to uczucie. Teksty Badu są jak zwykle niepowtarzalne- opowiadają o tym, co jest w nas, tak samo, jak niepowtarzalny jest jej syreni wokal. To taki album Rn&B, który z jednej strony jest impresjonistycznym zapisem chwili, a z drugiej wydaje się ponadczasowy. Piosenki płyną tak cudownie, że chce się ich słuchać wciąż od nowa….


Autorem tekstu jest:
Ewelina Cofała

Zaz

Wydawnictwo: Universal Music Group
Rok: 2010
Gatunek: Nieokreślony
Cena: 33,49 (42,49 Special Edition)

1. Les Passants
2. Je Veux
3. Le Long De La Route
4. La Fée
5.Trop Sensible
6. Prends Garde A Ta Langue
7. Ni Oui Ni Non
8. Port Coton
9. J'Aime A Nouveau
10. Dans Ma Rue
11. Eblouie Par La Nuit

Rewelacja! Zakochałam się od pierwszego dźwięku… i myślę, że będzie to miłość na wiele lat. Mam na myśli Zaz- Francuzkę, która niedawno wydała swoją pierwszą płytę zatytułowaną po prostu „Zaz”.
Znalazłam ją zupełnie przypadkowo- miałam ochotę na coś nowego i prawdę mówiąc po kilku godzinach spędzonych przed komputerem planowałam już oddać się rozrywkom innym, niż muzyczne, ale pomyślałam: „ostatni raz- jak będzie pudło, to idę spać”. I w głośnikach popłynęło- bo inaczej nie mogę napisać- „Les passants”, która jak na razie jest mojąu lubioną na tym albumie. Cóż to był za balsam na moje znerwicowane ostatnim heavy metalem uszy! Pierwsze dźwięki piosenki otwierającej album to melodyjka z pozytywki. A za chwilę już sama Zaz czaruje nam swoim głosem, o których w pierwszej chwili pomyślałam: „Gdyby mogła mieć dwie matki, były by nimi Janis Joplin i Edith Piaf”. Bo to głos specyficzny, silny, z charakterystyczną chrypką- jeden z tych, które raz usłyszawszy nie pomylimy z żadnym innym.
Pierwszą płytę tej znakomitej piosenkarki trudno umieścić w jednym stylu muzycznym. Jest w nim trochę jazzu, bluesowej nostalgii, ale mam wrażenie, że także szczypta piosenki estradowej- jak dla mnie muzyczne mistrzostwo świata. Ze świecą szukać tak dobrego kawałka muzyki, ale muszę przyznać z pewnym smutkiem, że niestety jest to tego rodzaju płyta, po przesłuchaniu której ma się ochotę na więcej. I to natychmiast! Z muzyką Zaz na pewno spędzę wiele jesiennych i zimowych wieczorów- polecam wszystkim!



Autorem tekstu jest:
Ola Wojtoń

 

wtorek, 23 listopada 2010

Almasala "Eolh"

Wydawnictwo: IBERIA Records
Rok: 2009
Gatunek: brak informacji
Cena: brak informacji

1. Caminando por la calle
2. Pa ti no es ná
3. Els nens sense memoria
4. !Que no tengo prisa!
5. Asoma tu carita
6. Reina da rumba
7. Suhia
8. Titiriteros
9. Mira la calle
10. Habanera del adiós



Almasala to formacja założona przez Palomę Povedano. Zespół znalazł się w pierwszej dziesiątce listy World Music Charts Europe, co już stanowi świetną rekomendację. Chociaż płyta „Eolh” właściwie żadnej rekomendacji nie potrzebuje. Pełna tęsknoty, miejscami niepokojąca, miejscami radosna muzyka broni się sama. 10 kompozycji, których nie powstydziłby się sam Tony Gatlif. Gdy zamykam oczy, na miejscu Zano i Naime- bohaterów z filmu „Exils”, widzę Palomę, wraz z którą odbywam muzyczną podróż z Krakowa, Barcelony, Berlina (bo nie to jest istotne) do jej rodzinnej Kordoby. Liczy się sama droga. Na krążku mieszają się różnorodne elementy : beztroskie śródziemnomorskie dźwięki, latynoskie i jamajskie rytmy, hiszpańska buleria (styl flamenco), echo muzułmańskiej okupacji oraz arabska harmonia. W dzisiejszym świecie bez granic takie kulturowe przemieszanie nie jest czymś zaskakującym…a jednak za każdym razem kiedy słucham tej płyty mam wrażenie, że słucham jej pierwszy raz…

Autorem tekstu jest:
Ewelina Cofała

Michael Buble "Crazy Love"


Wydawnictwo: Reprise Records
Rok: 2010
Gatunek: Jazz / Singer-Songwriter / Blues / Vocal
Cena: brak informacji

Cd1
1. Cry Me A River
2. All Of Me
3. Georgia On My Mind
4. Crazy Love
5. Haven't Met You Yet
6. All I Do Is Dream Of You
7. Hold On
8. Heartache Tonight
9. You're Nobody Till Somebody Loves You
10. Baby (You've Got What It Takes) [with Sharon Jones & the Dap-Kings]
11. At This Moment
12. Stardust (with Naturally 7)
13. Whatever It Takes (with Ron Sexsmith)
14. Some Kind Of Wonderful

CD 2
1. Hollywood
2. At This Moment [live]
3. Haven't Met You Yet [live]
4. End Of May
5. Me And Mrs Jones [live]
6. Twist And Shout [live]
7. Heartache Tonight [live]
8. Best Of Me



Co? Babl? Bu, bu co?” - zapytał mnie kiedyś jeden ze znajomych. „Buble do jasnej cholery, to włoskie nazwisko” - odpowiedziałem. Michael Buble to jazzman naszych czasów, mało znany w Polsce. A niedawno została wydana reedycja jego najnowszej płyty „Crazy love”.

Pewnego dnia, powędrowałem do Empiku i zapytałem Panią w informacji o płyty Michael'a Buble. Była pewna że mylę wymowę, albo to przez słaba dykcję – nazwisko było jej nieznane. Musiałem ją przekonywać, że jeżeli wpisze nazwisko tak jak mówię to wyskoczą jej odpowiednie wyniki.

Pracownicy sklepu z płytami muzycznymi nie znającymi takiego wokalisty to wstyd. Michael Buble przez lata odświeżył wszystkie największe standardy muzyki jazzowej a od około 2-3 płyt dodaje własne kompozycje. Płyta „Crazy love Hollywood edition” niedawno trafiła do sklepów.

Oprócz takich standardów jak „Georgia on my mind”, która znalazła się na podstawowej wersji płyty można znaleźć 3 nowe piosenki oraz kilka nagrań z koncertów. Płytę reklamuje skoczne, nieco szalone „Hollywood” do którego niedawno nagrano teledysk. W nim, Michael przebiera się między innymi za James Deana, Clinta Eastwooda i... Justina Biebera.

Do kogo kierowana jest płyta? Dla tych którzy są zmęczeni muzyką z Mtv. Kompozycje w większości są liryczne, pełne klimatycznych dźwięków i tego czego brakuje w muzyce bardziej popularnej.

Oczywiscie trudno przekonywać fana rocku że spodoba mu się taka muzyka, szczególnie kawałki wyjątkowo powolne jak „Hold on” czy „Best of me”. Podobnie jak na poprzednich płytach, również kawałki pełne dynamizmu i „kontrolowanej improwizacji” nie spodobają się takiemu słuchaczowi. Dlaczego? Chodź recenzuję płytę najnowszą, polecam sięgnięcie po „Orange Coloured sky” z płyty Call me irresponsible.

Ciekawostką może być fakt, że na stronie oficjalnej jest opcja skierowana dla tych którzy mają „Crazy love” i płacąc nie chcą dotać drugi raz tej samej płyty – można kupić tylko tę dodatkową.




Autorem tekstu jest:
Damian Łukowiak 

poniedziałek, 22 listopada 2010

Tristania "Beyond the Veil"

Wydawnictwo: Napalm Records
Rok: 1999
Gatunek: Gothic Metal
Cena: 49,00 PLN

1. Beyond the Veil
2. Aphelion
4. Opus Relinque
5. Lethean River
6. ...Of Ruins And Red Nightfall
7. Simbelmynë
8. Angina
9. Heretique
10. Dementia


Beyond the Veil to to druga, po Widow`s Weeds, studyjna płyta norweskiego zespołu, która przyćmiewa nie tylko wszystkie inne dokonania Tristanii, ale przede wszystkim zostawia daleko w tyle legendę gotyckiego grania – Theatre of Tragedy. Jakie elementy wchodzą w skład jednego z najlepszych albumów w historii gatunku?

Słowo – klucz, którego poszukujemy by w pełni zrozumieć kunszt muzyków to „zróżnicowanie”, tak w warstwie instrumentalnej jak i wokalnej, co z kolei przekłada się na emocje towarzyszące odkrywaniu coraz to nowych dźwięków, wplecionych gdzieś między znane już nuty. Ale po kolei.
Wszystkie znajdujące się na płycie utwory zawarły się w schemacie muzycznym jaki wypracował zespół, ale stopień rozbudowania poszczególnych kompozycji spowodował, że ta schematyczność zupełnie nam nie przeszkadza. Co więcej, różnorodność zawarta w samych utworach powoduje to, że momentami mamy wrażenie jakbyśmy słuchali całkowicie innej piosenki. Taki efekt udało się osiągnąć przez częste zmiany tempa, co doskonale słychać już w pierwszym, tytułowym utworze. 
Ciężkie, przybrudzone gitary doskonale współgrające z szybką perkusją zmieniają się nagle w spokojną, akustyczną, wspartą wyrazistym basem i czystym głosem Østena Bergøya kompozycję. I nim się obejrzymy, całość znowu zamienia się w ciężko - dynamiczną, gitarową symfonię podlaną mięsistym growlem Velanda. Nieco szybszy „Aphelion” czy spokojny, raczący nas niesamowitymi damsko – męskim chórkami, połączonymi z przejmującymi skrzypcami „A Sequel of Decay” utwierdzają nas tylko w przekonaniu że nie jesteśmy tylko biernymi słuchaczami, ale uczestniczymy w jakiś sposób w muzyce, w mrocznej opowieści jaką snuje Tristania.
Spora w tym zasługa wokalistów i sposobu w jaki kompozycje zostały ułożone. Wszystkie linie wokalne zostały napisane tak, że z pewnością zostaną nam na długo w pamięci. W singlu „...of Ruins and Red Nightfall” Østen i Veland spore fragmenty śpiewali naprzemiennie co już samo w sobie dało kapitalny efekt. A jakby tego było mało, całość została uzupełniona delikatnym sopranem Vibeke Stene. Zresztą dzięki tej pani utwory nabrały jeszcze większej głębi, stały się niemal magiczne. Chyba na żadnej innej płycie dowolnego artysty nie uświadczyliśmy tak rozbudowanych, tak dopasowanych do muzyki i ogólnego klimatu utworów linii wokalnych, jakie zaserwowała nam Tristania. We wszystkich kompozycjach mamy do czynienia z tego typu zagraniami co może wydawać się nieco nudne, ale zapewniam że tak nie jest. Wspomniane wyżej elementy składają się na jedną, wielką, muzyczną bombę podlaną trochę podniosłym, mrocznym klimatem, która zachęca nas byśmy sprawdzili co znajduje się po drugiej stronie welonu.


Autorem tekstu jest:
Kamil Bańbor