czwartek, 6 stycznia 2011

Zdarzyło się jutro

Twórcy: Gary Nelson, Bob Brush
Do obejrzenia: AXN, Internet
Rok: 1996 – 2000
Gatunek: Dramat, Familijny, Fantasty


What would you do, if you had 24 hours to change the feature?” – pyta na początku każdego odcinka Gary Hobson.
A Ty co byś zrobił, gdybyś wiedział, co wydarzy się następnego dnia? Starałbyś się coś zmienić, zrobił coś dla własnej korzyści, a może po prostu byś to zignorował? Pewnemu mieszkańcowi Chicago zdarza się to codziennie… Co robi z tym faktem…?
Gary’ego Hobsona, byłego maklera, po wprowadzeniu się do nowego mieszkania, zaczyna odwiedzać niezwykły gość. Co rano, punktualnie, o 6.30, u drzwi czeka na niego rudy kot, przynoszący mu za każdym razem wydanie jutrzejszego Chicago Sun - Times. Gary nie dostaje tych gazet, dlatego bo jest szczęściarzem, by mógł się rozerwać podczas nietypowej lektury, czy aby poznać wyniki dzisiejszego lotka. Wykorzystuje poznane wcześniej tragiczne fakty, aby nim zapobiec i zmienić ponure „przepowiednie”. Ratuje ludzi przed śmiercią, kalectwem, udaremnia kradzieże, wypadki i wykonuje tym podobne spektakularne czyny, nieraz narażając przy tym swoje własne życie. Podporą w tej jakże trudnej misji stają się jego przyjaciele Marissa Clark i Chuck Fishman, służący radą oraz nieraz pomagają Gary’emu własnymi rękami w „ratowaniu świata”.
Interesujący pomysł na scenariusz, ciekawa akcja i pomysł stworzenie ze zwykłego szarego, zjadacza chleba, bohatera ratującego ludzi, nie za pomocą super mocy, telepatii czy innych zdolności, ale dzięki sprytu i w dużej mierze szczęściu. Early Edition zaliczane jest do gatunku dramat, ale znaleźć można i parę zabawnych sytuacji (dzięki odtwórcy roli Chucka – Fishera Stevensa).
Serial godny zobaczenia i uwierzenia w to, że bohaterów również można spotkać wśród zwykłych ludzi (mimo niezwykłych okoliczności).

Autorem tekstu jest:
Kasia Pompka

wtorek, 4 stycznia 2011

Niegrzeczni bogowie

Wydawnictwo:  Świat Książki
Autor: Marie Phillips
Rok: 2009
Ilość stron: 304
Cena: 29 zł

  
Niezwykli Bogowie zamieszkujący Olimp, legendarni herosi, powabne nimfy- czytaliśmy o ich dziejach w przekładzie Parandowskiego czy Kubiaka. Poznajemy ich losy, a potem o nich zapominamy. No właśnie. Zapominamy… A co jeżeli oni istnieją naprawdę? Czy istnieje dla nich miejsce w dzisiejszym świecie, w którym ludzie już dawno zapomnieli o greckich bożkach, wierząc w inne tezy na temat powstania i funkcjonowania świata?
Marie Phillips zmierzyła się z tą hipotezą w książce „Niegrzeczni Bogowie”. Zapomnieni przez ludzkość przenoszą się do Londynu i tam starają się prowadzić „normalne” na swój sposób życie, a więc m. in. Artemida zajmuje się psami, Dionizos prowadzi club nocny, Afrodyta pracuje w sex – telefonie. Mimo że stracili wyznawców, wciąż zajmują się swoimi odwiecznymi obowiązkami, czyli opieka nad przyrodą, żywiołami czy sprawami dotyczącymi człowieka.
Wszystko komplikuje się, kiedy pod wpływem uroku Erosa, Apollo zakochuje się w śmiertelniczce. Alice odrzucając jego zaloty ginie od uderzenia pioruna (zasługa to oczywiście Zeusa, nakłonionego przez swojego nieszczęśliwie zakochanego syna). Co ma wspólnego śmierć kobiety i koniec świata? Ma i to sporo…
Książkę Phillips należy docenić za ciekawy pomysł i załączenie dużej dawki humoru, także tego niegrzecznego. W końcu od wieków Olimpijczycy kochali sex, więc również w dzisiejszych, zepsutych czasach nie odmawiają sobie tej przyjemności. W interesujący sposób autorka umieściła swoich bohaterów w świecie współczesnym. Nieśmiertelni borykający się z problemami śmiertelników są dla nas czymś zupełnie innym, zupełnie nieprzypominającym mity znane świetnie ze szkolnych lat. Kto by pomyślał, że np bóg Słońca może nie mieć drobnych na autobus i do domu musi wracać pieszo?
Szczerze mówiąc spodziewałam się po tej książce trochę więcej, miałam nadzieje, że Phillips posunie się dalej w kreowaniu losów bogów i bogiń, ale mimo to „Niegrzeczni Bogowie” są dobrą lekturą do poduszki, jako rozluźnienie po ciężkim dniu. Łatwa i przyjemna lektura dla czytelnika pragnącego ujrzeć bóstwa od troszkę innej strony.

Autorem tekstu jest:
Kasia Pompka

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Ruski ekstrem. Jak nauczyłem się kochać Moskwę.

Wydawnictwo: Carta Blanca
Autor: Boris Reitschuster
Rok: 2010
Ilość stron: 200
Cena: 27 zł


Kraj złotych kopuł monastyrów, wielkich rzek i otwartych ludzi. Kraj Dostojewskiego, Lermontowa, Majakowskiego i Eisensteina. Krwawej historii i melodyjnego języka. W podróż po Moskwie właśnie, zaprosi Was Boris Reitschuster, autor wyżej wymienionego „Ruskiego ekstremu”. 
Udowadnia w nim, że absurdy otaczającego nas świata nigdzie nie są tak widoczne jak w tym ogromnym mieście o złotych dachach i złotych kartach kredytowych. Przemieszanie wielkiego świata, biurowców, drapaczy chmur, firmowych sklepów jak z Fifth Avenue, salonów Bentleya z uliczną sprzedażą raków i kwasu chlebowego z beczkowozów. Tu „babuszki” zbierają pieniądze na pożywienie dla królików, które wynoszą codziennie w akwarium na główną ulicę, tzw. Arbat. W parku natomiast spotkasz prawdziwego niedźwiedzia, spacerującego z własnym opiekunem. W obliczu tych drastycznych kontrastów i załamań świata rzeczywistego nie ma innej rady, jak osłodzić sobie czas kropelką jarzębiaku lub eterycznym smakiem jakiejś mikstury, rodem z opowieści Wieniedikta Jeraflejewa .
Ruski ekstrem ” nie jest książką o polityce, ale o stylu życia w Rosji. O tym, co może szokować w Rosji cudzoziemca. Bagaż historyczny tego miejsca jest niesamowity. Dodatkowo ma się wrażenie egzystowania na paru płaszczyznach czasoprzestrzeni równocześnie.
Ruski ekstrem – takim mianem określają Rosjanie wszystkie przygody, przeszkody, potworności i absurdy, które oferuje im codzienność. Wywodzi się ono od angielskiego słowa extreme, a cyrylicą zapisywane jest jako extrim i tak też jest wymawiane”.
Boris Reitschuster przybliża nam rosyjską codzienność, opisując na przykład nowobogackich Rosjan zabezpieczających swoje luksusowe limuzyny przed kradzieżą, smarując je „magiczną” kurzą krwią. Autor przyznaje, że nie ma ani drogiego samochodu, ani ochoty upuszczać krwi domowemu ptactwu, postanowił więc lekko zmodyfikować metodę ochrony auta – swoja ładę nivę odstawia po prostu pod drzewo, na którym gnieżdżą się gołębie. Uboczne produkty procesu trawiennego ptaków doskonale spełniają swoją funkcję - samochód nie wygląda apetycznie i nie kusi właścicieli lepkich rączek.
To nie wszystko jeśli chodzi o „niepowtarzalne” doświadczenia autora. Reitschuster oburza się również na głośne rozmowy przez telefony komórkowe w trakcie spektakli teatralnych, dziwi się, kiedy znajomy prosi go by go zwymyślał, a potem opluł (!) bo to pomoże mu szczęśliwie zaliczyć ważny egzamin lub gdy taksówkarz zatrzymuje się w nocy na przedmieściach i zdecydowanie odmawia dalszej jazdy, gdyż czarny kot przebiegł mu drogę…
Jeśli lubicie takie „smaczki” zaprawione wschodnim klimatem, kochacie przygody i niebanalne przeżycia „na krawędzi”, to lektura „Ruskiego ekstremu” jest dla Was obowiązkowa…


Autorem tekstu jest :
Ewelina Cofała

niedziela, 2 stycznia 2011

Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu.

Reżyser: Michael Apted
Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
Muzyka: David Arnold
Kraj: USA, Wielka Brytania
Premiera:
Polska: 2010
Świat: 2010
Gatunek: Familijny, Fantasy, Przygodowy
Długość: 115 minuty

Historie młodych bohaterów, którzy przypadkiem odkrywają, że istnieje równolegle do ich świata wspaniała kraina Narnia są w Wielkiej Brytanii równie popularne, co „Władca Pierścieni”. Do tego Tolkien i Lewis, podczas pisania swoich wiekopomnych dzieł spotykali się na herbatkach, czytali fragmenty powieści i wymieniali krytyczne uwagi. Do kin weszła trzecia część baśniowej opowieści.
Nasi przyjaciele dorastają, i już w poprzedniej części („Książę Kaspian”) Zuzanna i Piotr pożegnali się z magiczną krainą. I choć wydaje się, że w Narnii na zawsze zapanował spokój, to jednak ona nadal potrzebuje pomocy Księżniczki Łucji i Księcia Edmunda. Młodsze rodzeństwo, wraz z denerwującym kuzynem Eustachym, przenoszą się fantastycznej krainy, by znów przeżyć przygodę życia. Jaka jest tym razem Narnia? Chyba taka jakiej spodziewać się mogą, i chyba chcą, wszyscy rodzice zabierające swoje pociechy do kina. Dobro zawsze zwycięża, niewierzący zaczynają wierzyć, a wszelkie nieporozumienia i tak zostaną rozwiązane. Bywają  nieco mroczniejsze momenty, jak walka z morskim potworem, która może jeżyć włos na głowie najmłodszych, jednak nie jest to niestosowna przemoc. Widzowie, a przede wszystkim fani powieści, przyzwyczaili się, że ekranizacje mają głównie na celu bawić i uczyć najmłodszych widzów. Poszukiwanie metafizycznych, filozoficznych, i co oczywiste religijnych odniesień, nie przynosi rezultatów poza tymi oczywistymi, podanymi przez reżysera niemal jako gotowce. I można zarzucać, że jest to pójście na łatwiznę, ale uważam, że skoro film wcześniej produkowany był przez wytwórnie Disneya, to 20th Century Fox nie miało wyjścia i schedę po poprzedniku przejęło z całym bagażem. Polecam młodszym widzom zwłaszcza, ale starsza młodzież również nie powinna być bardzo zawiedziona.
Autorem recenzji jest:
Milena Wrzesień